Wisła Kraków: Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

Wisła Kraków: Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze? fot. FotoPyK
Paweł Hanejko
Paweł Hanejko
Źródło: Transfery.info

Wisła Kraków od początku tego sezonu zawodzi i na ten moment plasuje się w ligowej tabeli tuż nad strefą spadkową. Na razie nie ma przesłanek ku temu, by sytuacja trzynastokrotnego mistrza Polski miała ulec poprawie.

Kibice powoli zaczynają się niecierpliwić. W zasadzie ciężko im się dziwić, skoro przed sezonem działacze zapowiadali walkę o najwyższe cele, a zamiast tego drużyna prowadzona przez Macieja Stolarczyka niemalże na półmetku rundy zasadniczej musi drżeć o ligowy byt. Do tego warto wspomnieć o sromotnej porażce w przedbiegach Pucharu Polski z Błękitnymi.

Sternicy reklamowali Wisłę jako towar luksusowy, niczym nowiuśkie Ferrari prosto z siedziby w Maranello. Rzeczywistość jednak i w tym przypadku pokazała swą brutalną twarz i fani muszą zadowolić się mocno wysłużonym Fiatem Punto, który tylko raz na jakiś czas potrafi pokazać pazur, tak jak za dawnych lat.

W opiniach wielu ekspertów to jednak za mało. Tym bardziej że przed sezonem podrożały ceny karnetów. Niektórzy bez gadania pobiegli do kas, by nabyć bilet uprawniający ich do uczestniczenia we wszystkich domowych meczach. Inni jednak zbojkotowali ten pomysł, ponieważ przez wiele minionych miesięcy ich portfele były wystawiane na niemały szwank: poprzednie, jak i obecne władze serwowały jedną akcję po drugiej, nie bacząc na nic.

Teraz z kolei zamiast wyjść ratownikom, którzy bez błysku fleszy, rozgłosu oraz medialnego poklasku wspomagali ten podmiot, postanowiono siarczyście ich spoliczkować. Ktoś na pewno popełnił błąd. Czy aby jednak i w tym przypadku nie sprawdzi się powiedzenie, że sukces ojców ma wielu, a porażka tylko jednego?

Zmierzamy oczywiście do trenera. Maciej Stolarczyk. Latem 2018 roku został rzucony przez ówczesne władze krakowskiej Wisły na głęboką wodę. Otrzymał pod władanie borykającą się z ogromnymi problemami drużynę. To jednak nie przeszkodziło mu w tym, by w połowie września objąć prowadzenie w ligowej stawce.

Od tamtej pory było już jednak tylko gorzej. Zarówno piłkarze, jak i szkoleniowiec nie otrzymywali wypłat na czas, co pośrednio lub, w innych przypadkach, bezpośrednio przekładało się na ich codzienną dyspozycję. Zdarzały się oczywiście lepsze momenty, ale ten zespół  od października do świąt Bożego Narodzenia w żadnym aspekcie nie przypominał ekipy, która potrafiła wygrać 5-2 w Poznaniu, czy też odprawić z kwitkiem rewelację poprzednich rozgrywek, a więc Górnika Zabrze.

W zimie doszło do wielu roszad nie tylko na stołkach właścicielskich, ale również kadrowych. Z zespołem pożegnało się wielu ważnych piłkarzy, a w zastępstwie pojawili się tacy gracze, jak choćby Jakub Błaszczykowski i Sławomir Peszko. Ponadto często o swoich nieprzeciętnych umiejętnościach przekonywał Vukan Savićević. Życiową formę miał też Krzysztof Drzazga.

Mimo domowych zwycięstw nad Cracovią i Legią już wtedy pojawiało się wiele pytań. Tym bardziej że w drugiej części wiosennego grania wielu graczy zmagało się z kontuzjami i trener Stolarczyk musiał posiłkować się utalentowaną młodzieżą z akademii.

Wisła zakończyła sezon pełen różnych perturbacji na dziewiątym miejscu i z dużymi nadziejami spoglądano w kierunku kolejnych rozgrywek. Bardzo długo ważyła się też przyszłość wspomnianego wcześniej szkoleniowca, którego kusił między innymi Lech Poznań. Ostatecznie jednak szkoleniowiec zdecydował się parafować z krakowską Wisłą nowy kontrakt.

Polityka transferowa

Ten sezon zaczął się dla Wisły jednak przeciętnie, pomimo tego, że pion sportowy otrzymał względny komfort działania. Dzięki utworzeniu funduszu transferowego pojawiły się pieniądze na wzmocnienia. Z tego tytułu zdecydowano się między innymi pozyskać jedną z kluczowych postaci reprezentacji Polski do lat 20, a więc Serafina Szotę czy niespełnioną gwiazdkę Villarrealu, Chucę.

Do tej grupy dokooptowano również nazwiska dobrze znanych ligowców, którzy w ostatnich miesiącach nie radzili sobie najlepiej w swoich klubach. Mowa tu przede wszystkim o Rafale Janickim czy Davidzie Niepsuju. Ich kosztem zrezygnowano, chociażby z Mateja Palčicia.

Wszystkie decyzje podejmował pion sportowy, na którego czele stoi Arkadiusz Głowacki. Dużo do powiedzenia w sprawie roszad mieli również Maciej Stolarczyk oraz prezes, Piotr Obidziński.

To oni między innymi podjęli decyzję o rezygnacji z usług Rijada Kobiljara, pomimo tego, że sprawa była zwyczajnie do wygrania. Rozwiązania w tej kwestii można mnożyć: od wypożyczenia z opcją pierwokupu, poprzez rozłożenie nieco ponad 100 tysięcy euro na raty, kończąc na procencie od następnego transferu. Uznano jednak wówczas, że Bośniak jest w Krakowie zbyteczny i należy skupić się na sprowadzeniu napastnika.

Wówczas to również pożegnano się z Denisem Bałaniukiem. Ukrainiec zwolnił wysoki kontrakt, a w jego miejsce miał pojawić się bramkostrzelny atakujący. Przy pomocy dobrze znanego na polskim rynku Danijela Ljuboji negocjowano z Serbem, Željko Dimitrovem. Zarobki na poziomie siedmiu tysięcy euro miały jednak nie skusić go na przeprowadzkę pod Wawel.

Później pojawił się jeszcze pomysł pozyskania Pawła Wszołka. Były skrzydłowy Polonii Warszawa miał otrzymać kontrakt zbliżony do tego, który zwolnił Bałaniuk, a więc nieco ponad 15 tysięcy euro. Ostatecznie zdecydował się jednak na grę dla warszawskiej Legii, bo uznał, że ta daje mu większe perspektywy niżeli Wisła.

W międzyczasie pojawił się także pomysł zakontraktowania Lazara Markovicia. Klub z Krakowa nie miał jednak szans konkurować z Partizanem, do którego ostatecznie trafił skrzydłowy Liverpoolu.

Jeśli mówimy o niedoszłych wzmocnieniach, to nie sposób nie wspomnieć też o Milanie Tučiciu. W tym przypadku „Biała Gwiazda” ruszyła do ataku jeszcze w lipcu. Złożyła za niego stosowną ofertę. Sam piłkarz pewnie i zdecydowałby się na przeprowadzkę do Polski, gdyby nie jego menadżer, który ubzdurał sobie, że załatwi swojemu klientowi Bundesligę. Nie trzeba chyba mówić, że misja się nie powiodła i, pomimo dobrych statystyk, Słoweniec skończył ostatecznie na zapleczu belgijskiej Ekstraklasy.

Dlaczego jest tak źle, skoro jest tak dobrze?

W przeciwieństwie do zimy, gdzie większość zawodników rozpoczęła treningi z dużym opóźnieniem, w lecie Maciej Stolarczyk miał do dyspozycji większość zawodników praktycznie od początku przygotowań. Wydawało się zatem, że jest szansa na to, by powtórzyła się historia sprzed roku, kiedy to jego drużyna, po kilku ospałych meczach, wrzuciła wyższy bieg i zaczęła marsz w górę tabeli.

Tym razem również udało się wysoko ponoć ŁKS, jednak, jak się później okazało, była to jedna z nielicznych pozytywnych chwil. Od tamtej pory Wisła raczej nie zachwycała. Jedynym dobrze rokującym akcentem był mecz przeciwko Zagłębiu Lubin, kiedy w pierwszej połowie zawodnikom wychodziło tak naprawdę wszystko.

Od tamtej pory drużyna zaczęła pikować i tracić punkty kolejka po kolejce. Na domiar złego zespół nawiedziła plaga kontuzji. O ile urazy z rundy wiosennej można było racjonalnie wytłumaczyć, o tyle teraz ciężko, by powiedzieć coś na obronę sztabu szkoleniowego. W opanowaniu sytuacji nie pomógł nawet manewr ze sprowadzeniem eksperta w dziedzinie przygotowania fizycznego, Leszka Dyji.

Wydaje się jednak, że ktoś notorycznie powiela błędy i wobec tej osoby powinny zostać wyciągnięte konsekwencje, by taka sytuacja nie miała miejsca w przyszłości.

Po serii ostatnich porażek głos postanowił zabrać Maciej Stolarczyk. Szkoleniowiec wprawdzie przyznał, że sytuacja nie jest najlepsza, jednak w jego mniemaniu obecna pozycja w tabeli nie odzwierciedla tego, co jego zespół pokazywał w ostatnich meczach. Jest to poniekąd przerażające, ponieważ ten zespół przegrać między innymi 0-4 w Poznaniu, czy poniósł wcześniej wspomnianą porażkę z przeciętnym drugoligowcem w Pucharze Polski.

Z każdym dniem liczba zwolenników sympatycznego szkoleniowca maleje. Na podstawie ostatnich wypowiedzi nie trudno nie odnieść wrażenia, że były piłkarz Wisły zwyczajnie zaczyna gubić się w swoich poczynaniach. Na razie jednak oficjalnie nikt w Krakowie o zmianie szkoleniowca nie myśli, jednak w kuluarach ponoć czynione są przymiarki pod ewentualne opcje.

Jakub Błaszczykowski być może przeniósł do Krakowa nawyki z Signal Iduna Park, bo w Wiśle podobnie, jak w Borussii Dortmund tworzony jest gabinet cieni. Coraz częściej mówi się nie tylko o ewentualnym inwestorze, ale również o kandydatach na stanowisko nowego trenera.

Tym razem wydaje się, że pod Wawelem mogą pójść tropem Pogoni Szczecin i sięgnąć po szkoleniowca zza zachodniej granicy. W ostatnich tygodniach sondowano bowiem ewentualną kandydaturę Markusa Kauczinskiego.

Dla kibiców piłki niemieckiej nie jest to na pewno postać anonimowa. Pierwsze kroki w fachu stawiał w juniorach Schalke. Później z sukcesami prowadził Karlsruher. Następnie przez chwilę dowodził w Bundeslidze FC Ingolstadt.

Do kwietnia z kolei prowadził FC St. Pauli, z którego jednak został zwolniony. Próżno wówczas jednak było doszukać się wśród kibiców osób, które byłyby zwolennikami takowego posunięcia.

Kilka dni temu niemieckie media łączyły go z Holstein Kiel, jednak nic z tego nie wyszło i 49-latek nadal pozostaje bezrobotny. Kto wie, jaka będzie jego przyszłość.

Poza nim przewija się jeszcze kandydatura byłego asystenta selekcjonera Adama Nawałki oraz wieloletniego piłkarza Wisły Kraków, a więc Bogdana Zająca. 

Zimowe okno transferowe

Jeśli Wisła nadal będzie punktowała tak, jak do tej pory, zimowe okno transferowe może okazać się kluczowe w kontekście jej walki o ligowy byt. Na pewno priorytetem powinno być pozyskanie napastnika oraz ofensywnego pomocnika. Na dodatek pion sportowy przyjrzy się też zawodnikom pod kątem wzmocnienia obrony.

Ważne też wydaje się, by utrzymać obecną kadrę. Wielu piłkarzom po sezonie kończą się umowy. W tej grupie jest, chociażby Kamil Wojtkowski, który w rundzie jesiennej zanotował zwyżkę formy. To z kolei powoduje, że będzie on łakomym kąskiem na rynku.

Jeśli więc Wisła pragnie go zatrzymać, prawdopodobnie musi się pospieszyć, ponieważ chrapkę na niego mają inne kluby. W tej grupie jest między innymi Lech Poznań.

Więcej na temat: Wisła Kraków Polska

Najnowsze informacje

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy