DUMANOWSKI: Piątek, czyli maszyna

DUMANOWSKI: Piątek, czyli maszyna fot.
Redakcja
Źródło: Transfery.info

Rozpoczęła się kolejna transferowa telenowela i czy tego chcemy, czy nie, przez najbliższe miesiące będziemy świadkami doniesień łączących Krzysztofa Piątka z największymi klubami we Włoszech i w Europie.

W ostatnim tygodniu "La Gazzetta dello Sport" informowała o poważnym zainteresowaniu Polakiem ze strony AC Milan. Według mnie byłby to świetny scenariusz. 

„Piątek z pewnością jest już gotowy na duży zespół. To kompletny napastnik” - stwierdził ostatnio Zbigniew Boniek i trudno się z prezesem nie zgodzić. Krzysiek strzela, mimo że gra w zespole, który kreuje bardzo mało sytuacji; który w poprzednim sezonie Serie A zdobył tylko 33 bramki w 38 meczach. Dużo łatwiej wykręcać dobre liczby w poważniejszym otoczeniu, dlatego nie ma powodu, dla którego Polak miałby nagle kompletnie zaciąć się po wejściu kilka szczebli wyżej. Z piłkarzami często jest jak z tenisistami z czołowej setki rankingu ATP. Umiejętności mają podobne, ale decydującą sprawę odgrywa głowa.

„Obserwując Krzyśka z boku, można odnieść wrażenie, że jest maszyną” - powiedział mi jeden z pracowników Genoi. Polak wygląda, jakby był zaprogramowany, by strzelać i odnieść sukces. Po czterech bramkach wbitych w ciągu ledwie 45 minut drugoligowemu Lecce w Coppa Italia, gdy w najlepszy możliwy sposób przedstawił się kibicom we Włoszech, z kamienną twarzą skwitował to słowami: „Po prostu wykorzystałem sytuacje, które miałem”. Jak gdyby była to najzwyklejsza rzecz na świecie. Gdy wyjeżdżał do Włoch na Instagramie obserwowało go 10 tysięcy ludzi. Obecnie ma już blisko 270 tysięcy fanów, którzy śledzą jego życie. W ciągu kilkunastu tygodni z piłkarza anonimowego, wskoczył na czołówki gazet, nie tylko Włoch, ale też choćby Hiszpanii. „Piątek w Barcelonie”, „Piątek do Realu”, „Piątek na celowniku Juventusu” - od samych nagłówków może się zakręcić w głowie. „Piłkarze we Włoszech traktowani są jak bogowie i trochę jak najlepsi przyjaciele. Kibice zatrzymują Cię na ulicy, chcą zdjęcie, czy autograf i to nawet na poziomie Serie B” - powiedział mi ostatnio występujący w Ascoli, Tomasz Kupisz. W przypadku Piątka to zainteresowanie jest nie do opisania. Przeskoczył z przedszkola od razu na uniwersytet. Osoby z jego otoczenia mówią, że nie robi to na nim wrażenia. 

Piątka cechuje dojrzałość i spokojna głowa, co sprawia, że gdy latem zmieni klub, to niezależnie od tego, gdzie finalnie wyląduje powinien sobie poradzić. 

Chciałbym, żeby był to Milan, z kilku powodów. „Są cztery największe historycznie kluby na świecie: Manchester United, FC Barcelona, Real Madryt i AC Milan” - powiedział mi kiedyś, gdy gościł w Warszawie, znany włoski bon vivat, przy okazji były piłkarz Milanu właśnie i Barcelony, Francesco Coco. Silvio Berlusconi uwielbiał powtarzać, pusząc się przy tym jak paw: „Pizza, mafia i AC Milan - to trzy włoskie marki rozpoznawalne na całym świecie”. 

Rossoneri wielokrotnie w ostatnich dniach uderzali twarzą w podłogę i, gdy wydawało się, że sięgnęli dna, upadali jeszcze niżej. Ledwie kilka miesięcy temu przegrali na San Siro z Benevento, pięć tygodni temu straszyło ich „wielkie” FC Dudelange. Mimo tych upadków, bardzo mozolnie, ale Milan się odradza. Milan to światowa marka i jeśli wierzyć w to, że piłka nożna składa się z cykli, to po latach chudych, muszą wrócić złote czasy Rossonerich. Milan znaczy obecnie mniej, niż kiedyś, ale Polak grający na San Siro to obiektywnie powód do dumy. 

Mediolańczycy mogliby stanowić kolejny, bezpieczny krok dla Krzyśka. Jeśli skusiłby się na transfer do jeszcze lepszego klubu, z absolutnego topu, mógłby to być skok na zbyt głęboką wodę. W obecnym Milanie Polak z miejsca miałby szansę zostać czołową postacią. Sam chyba zdaje sobie sprawę, że lepsza jest metoda małych, przemyślanych kroków. Gdy latem zgłosił się po niego West Ham United, wolał skorzystać z oferty średniaka z Serie A, żeby nie utonąć w Premier League. 

Od czasów Adriano Gallianiego, Milan ma świetne relacje z Genoą. Oba kluby wymieniły się w ostatnich latach masą piłkarzy. Bardzo prawdopodobne jest więc, że przyszłość Piątka rysuje się właśnie w czerwono-czarnych barwach. Enrico Preziosi na pewno nie popełni błędu prezydenta Torino, który po świetnym sezonie 2016/2017 w wykonaniu Andrei Belottiego, odrzucał wielomilonowe oferty, licząc na przynajmniej dziewięciocyfrową kwotę. Chytry traci dwa razy. Belotti obecnie jest cieniem samego siebie i zostały tylko, już nie tak cenne, wspomnienia. Prezydent Preziosi znany jest z tego, że potrafi okazję wykorzystać i na pewno nie schowa Polaka do zamrażarki. 

Piątek na San Siro musiałby zmierzyć się z klątwą numeru 9. Od czasów Pippo Inzaghiego każdy kolejny snajper Rossonerich z dziewiątką na plecach przypominał zagubiony wkład do koszulki - Matri, Torres, Destro, Luiz Adriano, Lapadula, Andre Silva i nawet Higuain. Może wielki Piątek sprawi, że stwierdzenie „wielki Milan” nie będzie już tylko szyderką. 

PIOTR DUMANOWSKI

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy