Jak potoczyły się losy piłkarzy Górnika Zabrze z sezonu 2017/2018?

2024-04-26 19:54:34; Aktualizacja: 2 miesiące temu
Jak potoczyły się losy piłkarzy Górnika Zabrze z sezonu 2017/2018? Fot. FotoPyK
Jan Chromik
Jan Chromik Źródło: Transfery.info

Górnik Zabrze włączył się do walki o najwyższe lokaty w Ekstraklasie i ma realne szanse na wywalczenie kwalifikacji do eliminacji do europejskich pucharów. Ta sztuka udała się ostatnio „Trójkolorowym” w sezonie 2017/2018, więc sprawdźmy jak potoczyły się losy „Górników” z tamtej kampanii.

Górnik Zabrze trwający sezon zaczął mocno niemrawo, bo od porażek z Radomiakiem Radom oraz Wartą Poznań, a poprawa formy wcale nie przyszła szybko. Po dziesiątej kolejce i porażce 0:2 z Zagłębiem Lubin „Trójkolorowi” trafili do strefy spadkowej. Wtedy nikt nie spodziewał się, że ta kampania może jeszcze okazać się wyjątkowo udana dla Górnika.

Podopieczni Jana Urbana z czasem zaczęli spisywać się coraz lepiej, a ich forma prezentowana na wiosnę zasługuje na podziw. W tym roku wykręcili średnią 2,2 punktu na mecz, co pozwoliło im dołączyć do ligowej czołówki i realnie włączyć się do walki o europejskie puchary.

Skłoniło nas to do rozmyślań o ekipie z sezonu 2017/2018, bo wtedy ostatni raz Górnik trafił na europejskie salony. Zdobyte wtedy 60 punktów starczyło do zajęcia czwartego miejsca, a takim samym dorobkiem mógł pochwalić się trzeci w tabeli Lech Poznań - miejsce na podium było o włos, ale w skali Górnika i tak mowa o największym sukcesie w ostatnich latach. W tamtym okresie bardzo popularnym hasłem na zabrzańskich trybunach było „do młodzieży świat należy”, ale czy rzeczywiście tamta młoda ekipa podbiła piłkarski świat?

Między słupkami pewne miejsce miał wówczas 22-letni Tomasz Loska. Urodzony w Knurowie zawodnik wydaje się, że przespał szansę na zagraniczny wyjazd. Pamiętny sezon zakończył z siedmioma czystymi kontami i okrasił go dwoma występami w młodzieżowej reprezentacji Polski. W kolejnej kampanii zaczęły przydarzać mu się błędy, a gdy w oczy Górnika zajrzało widmo spadku, do klubu ściągnięto Martina Chudego, który wygryzł go ze składu. Loska Zabrze opuścił zimą 2020 roku, kiedy przeniósł się do Niecieczy, gdzie występuje do dziś. Koszulkę „Słoników” zakładał już 124 razy i obecnie pełni rolę kapitana zespołu, który niespodziewanie walczy jedynie o utrzymanie w I lidze.

Niezwykle mocny był wtedy środek defensywy Górnika, który w tamtym czasie tworzyli Dani Suárez oraz Mateusz Wieteska, a zimą dołączył do nich również Paweł Bochniewicz. Charakterystyczne dla nich było częste zdobywanie bramek - Hiszpan zanotował wtedy cztery trafienia, a Wieteska aż siedem. Takie statystyki sprawiły, że Polak już po roku opuścił Zabrze na rzecz powrotu do Legii Warszawa, skąd wypromował się najpierw do francuskiego Clermont Foot, a potem Cagliari Calcio. 27-latek dotychczas cztery razy wystąpił w reprezentacji Polski. O jeden występ z orzełkiem na piersi mniej ma Bochniewicz, który z Górnika przeniósł się do Heerenveen, gdzie nadal występuje i stanowi ważny punkt zespołu. Bardziej zawiłe były losy Suáreza, który po opuszczeniu Zabrza występował w greckim Asterasie Tripoli, saudyjskim Abha Club, a potem powrócił do Hellady, by reprezentować Atromitos Ateny. 33-letni stoper od lata pozostaje jednak na bezrobociu.

Lewa strona obrony należała do Michała Koja. 30-latek rozstał się z Górnikiem w 2021 roku i najpierw na rok zasilił szeregi Korony Kielce, a później dołączył do Puszczy Niepołomice, z którą awansował do Ekstraklasy i teraz dzielnie walczy o pozostanie w niej na dłużej. Drugą stronę zajmował z kolei chyba najbardziej nieoczywisty bohater naszego zestawienia, a mianowicie Adam Wolniewicz. 31-latek w pamiętnym sezonie rozegrał 28 spotkań, a w sumie może pochwalić się 73 występami w koszulce Górnika na koncie. Później jednak znacząco obniżył loty: był związany kolejno z GKS-em Jastrzębie, Cyklonem Rogoźnik, Śląskiem Świętochłowice, a aktualnie występuje w Odrze Miasteczko Śląskie.

W pomocy tej drużyny miała miejsce bardzo ciekawa mieszanka doświadczenia z młodością. Wówczas 29-letni Szymon Matuszek, który był kapitanem zespołu, trójkolorowe barwy reprezentował aż 141 razy, a latem 2020 roku przeniósł się do Miedzi Legnica. Wywalczył z nią awans do Ekstraklasy, jednak do najwyższej klasy rozgrywkowej powrócił jedynie na sezon. Defensywny pomocnik, pomimo 35 lat, na karku nie zdecydował się odwiesić butów na kołek i aktualnie reprezentuje barwy GKS-u Jastrzębie. Najczęściej u jego boku występował zaledwie 20-letni Szymon Żurkowski. Jest on najdrożej sprzedanym zawodnikiem w historii Górnika, bo Fiorentina zapłaciła za niego ponad cztery miliony euro. Środkowy pomocnik w stolicy Toskanii nie odnalazł się zbyt dobrze, ale sama Italia jak najbardziej przypadła mu do gustu. Ma on na koncie 61 występów w Serie A oraz 48 na jej zapleczu. Aktualnie 26-latek, który ma na koncie siedem występów w reprezentacji Polski, gra dla Empoli, z którym walczy o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech. 23 ligowe występy w tamtej kampanii zanotował Maciej Ambrosiewicz, który jest rok młodszy od Żurkowskiego, więc mu również wróżono piękną piłkarską przyszłość. Nie doczekał on się jednak wielomilionowego transferu jak jego starszy kolega, tylko zaliczył przeprowadzkę do Wisły Płock latem 2019 roku. Czy wśród strukturalnego rozgardiaszu w zabrzańskich gabinetach popełniono błąd i z klubu za grosze wypuszczono diament? Raczej nie, bo Ambrosiewicz później grał jeszcze w Zagłębiu Sosnowiec, a aktualnie reprezentuje barwy Bruk-Bet Termaliki Nieciecza.

Powoli przechodzimy do ofensywy, jednak najlepszych zawodników tamtego okresu zostawimy sobie na później i zaczniemy od Łukasza Wolsztyńskiego, czyli bardzo ciężko pracującego, acz niezbyt bramkostrzelnego napastnika, który z powodzeniem zagra również niżej. Sezon 2017/2018 zakończył z czterema bramkami oraz siedmioma asystami na koncie i był to jego najlepszy sezon w karierze. Jego przygodę w Górniku zakończyło zerwanie więzadeł krzyżowych w maju 2020 roku. Później szukał szczęścia w Arce Gdynia, ale zszedł też na trzeci szczebel rozgrywkowy, by reprezentować barwy Chojniczanki Chojnice oraz Kotwicy Kołobrzeg. Przed startem trwającej kampanii niespodziewanie wrócił do Ekstraklasy, bo zasilić szeregi Stali Mielec. Tam stanowi jednak jedynie szerokie uzupełnienie składu i otrzymał dotychczas dziewięć szans w spotkaniach ligowych, co przełożyło się na zaledwie 98 minut.

W końcu przyszła pora na crème de la crème tamtejszego Górnika, czyli ofensywne trio, które stanowiło postrach obrońców Ekstraklasy w sezonie 2017/2018. Musieli oni mieć oczy dookoła głowy, by wypatrywać piłek lecących od Rafała Kurzawy. 25-latek wspiął się wtedy na poziom, który nigdy wcześniej, ani też nigdy później, nie okazał się dla niego dostępny. 16 ostatnich podań w 36 spotkaniach to wynik, którego nie powstydziliby się najlepsi pomocnicy na świecie. Ta forma zaprocentowała w postaci wyjazdu na mundial w Rosji, na którym także dorzucił asystę, oraz transferem do francuskiego Amiens. Tam Polak zupełnie się nie odnalazł, później próbował swoich sił w Danii, której również nie podbił, aż na początku 2021 roku zdecydował się na powrót do Polski, by zasilić szeregi Pogoni Szczecin. Jej barwy reprezentował dotychczas 87 razy, jednak gra tam niżej niż w Górniku, co przekłada się też na statystyki - w barwach „Portowców” zanotował jedynie cztery asysty (nie, nie w tym sezonie - W SUMIE!).

Drugie skrzydło należało do Damiana Kądziora, który w swoim debiutanckim sezonie wszedł do Ekstraklasy razem z drzwiami. Dziewięć bramek i pięć asyst przyciągnęło uwagę Dinama Zagrzeb, które sprowadziło go do siebie po zaledwie roku spędzonym w Zabrzu. W Chorwacji Kądzior spisywał się naprawdę dobrze i w górę wzniósł trzy trofea, więc z perspektywy czasu błędem może wydawać się próba spełnienia marzenia o grze w lidze hiszpańskiej i transfer do Eibar. To była kompletnie nieudana przygoda, z resztą podobnie jak późniejszy epizod w Alanyasporze. w 2021 roku skrzydłowy wrócił na Górny Śląsk, lecz nie do Zabrza, a Gliwic i do dzisiaj występuje dla tamtejszego Piasta. Najlepszy w jego wykonaniu był pierwszy sezon po powrocie, bo mowa o sześciu trafieniach i ośmiu asystach. Później stopniowo spuszczał z tonu. W kolejnym były to trzy bramki i pięć ostatnich podań, a w trwającym zaledwie dwa trafienia oraz asysta.

W końcu przyszła pora na króla Zabrza w tamtym okresie. Goleadora rodem z Kraju Basków. Na Arenie Zabrze miała wtedy miejsce Torcida (i to nie tylko ze względu na obecność najbardziej zagorzałych fanów Górnika), bo to, jak z obrońcami rywali zabawiał się Igor Angulo, mogło przypominać właśnie starcie torreadora z bykiem. W pamiętnym sezonie wówczas 34-letni napastnik wpisał się na listę strzelców 23 razy i o włos przegrał ze swoim rodakiem, Carlitosem, tytuł króla strzelców. Ta sztuka udała mu się rok później, a w swoim ostatnim sezonie w Zabrzu zanotował 16 trafień. Angulo nie dogadał się z działaczami Górnika w sprawie nowej umowy i poszedł zabezpieczyć swoją przyszłość, występując w Indiach. Tam potwierdził swój strzelecki instynkt, bo w barwach FC Goa również odebrał nagrodę dla najskuteczniejszego zawodnika ligi. W 2022 roku Bask zdecydował się zakończyć karierę, a ostatnim klubem w jego CV jest Mumbaj City.

Angulo za swoje występy dla „Trójkolorowych” został nagrodzony miejscem w Hali Sław Górnika na zabrzańskim stadionie.

Nie sposób nie wspomnieć również o szkoleniowcu tamtych zawodników, czyli Marcinie Broszu. Wywalczeniem awansu do Ekstraklasy, a później zajęciem czwartego miejsca w lidze zaskarbił sobie w Zabrzu mnóstwo sympatii, która szybko została wystawiona na próbę, bo w kolejnym sezonie Górnikowi zajrzało w oczy widmo spadku, jednak Brosz otrzymał kredyt zaufania i kontynuował swoją pracę. Tamtą kampanię zakończył na 12. miejscu, kolejną na dziewiątym, a swoją ostatnią za sterami Górnika na dziesiątym miejscu w Ekstraklasie. Dało się wtedy odczuć, że w tej współpracy chyba coś się już wypaliło i najlepsze dla obu stron będzie rozstanie, więc nie zdecydowano się przedłużyć wygasającego kontraktu. Działacze PZPN jednak najwyraźniej pamiętali, jak szkoleniowiec świetnie sobie radził w Zabrzu z młodzieżą, więc powierzono mu stery nad reprezentacją Polski do lat 19, a ta przygoda potrwała dziesięć spotkań, w których Brosz uzyskał średnią 1,7 punktu na mecz. W połowie marca 51-latek rozpoczął pracę w Bruk-Bet Termalice Nieciecza, jednak na razie „Słoniki” pod jego wodzą spisują się tragicznie - w pięciu meczach jedynie dwa razy wywalczyły remis, a pozostałe trzy przegrały, co sprawia, że stały się one zamieszane w walkę o utrzymanie w I lidze. A pomyśleć, że sezon 2017/2018 Marcin Brosz kończył nad Jerzym Brzęczkiem, który dostał szansę prowadzenia reprezentacji Polski...