Wszystkie grzechy kadry

Wszystkie grzechy kadry fot. FotoPyk
Redakcja
Źródło: Transfery.info

Właśnie poznaliśmy naszych rywali w eliminacjach EURO 2020. Niestety, na kilka miesięcy przed pierwszym gwizdkiem forma naszej kadry to jeden wielki znak zapytania.

Jerzy Brzęczek miał kilka miesięcy na to, by poradzić sobie z rozbitą po mundialu drużyną i przygotować ją do meczów eliminacyjnych. Od początku było wiadomo, że nie będzie łatwo: trudna grupa w Lidze Narodów, niskie morale po przegranym turnieju i potrzeba pokoleniowej zmiany. To właśnie „wpuszczenie świeżej krwi” było jednym z postulatów prezesa PZPN przy zatrudnianiu aktualnego selekcjonera.  Co udało się zrealizować, a z czym nowy sternik naszej kadry ewidentnie sobie nie poradził? 


Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że Brzęczek jako 42-krotny reprezentant kraju, były kapitan kadry i medalista olimpijski, trochę piłki na europejskim poziomie się naoglądał. Dlatego, przynajmniej w teorii, stres i reprezentacyjna trema nie powinny być dla niego czymś nowym. Problem jednak w tym, że piłkarska kariera to jedno, a paranie się trenerką to drugie. Tutaj pojawia się pytanie – czy przypadkiem kadra to nie za duży kaliber zadania dla człowieka, który, choć przy piłce jest od dawna, tak naprawdę zawodu trenerskiego się dopiero uczy. 

Z bycia asystentem trenera w Polonii Bytom w 2009 roku przez samodzielne prowadzenie Rakowa Częstochowa (cztery lata), gdańskiej Lechii (rok), GKS-u Katowice (dwa lata) i sezonu w Wiśle Płock aż do posady selekcjonera – piękna droga. Pytanie czy nie nazbyt szybka, by nauczyć się nieustannego bycia pod presją i pod obstrzałem mediów. Z tymi ostatnimi zresztą Brzęczek radzi sobie dość nieudolnie, czego dowodzi incydent z „pozdrowieniami dla Michała Pola” czy ganienie w mediach Roberta Lewandowskiego za „nieznajomość zasad Ligi Narodów”. W piłce reprezentacyjnej nie ma czasu na takie gierki, tak samo jak na sentymenty czy małostkowość. Nie zawsze jest też, niestety, czas na pracę. I właśnie dlatego liczy się doświadczenie.  A tego chyba jednak trenerowi zabrakło.

Trudny czas przemian

Po rosyjskim mundialu przyszedł czas zmianę warty – Łukasz Piszczek zakończył reprezentacyjną karierę,   coraz starszy jest Jakub Błaszczykowski, lewego obrońcy jak nie mieliśmy, tak nie mamy, a Grzegorz Krychowiak po raz pierwszy od dwóch lat gra w miarę regularnie. W dodatku posypał się nam środek obrony. Ewidentnie nadszedł czas wprowadzania nowych twarzy. 

I tego oczekiwaliśmy od Jerzego Brzęczka w Lidze Narodów. A jak wyszło? Podsumowując – rozegraliśmy 6 spotkań: 4 w LN i 2 mecze towarzyskie; 3 remisy i 3 porażki. Ilość sprawdzonych zawodników: 26. Debiutanci:  Pietrzak, Reca, Szymański, Kądzior, Piątek, z czego dwaj ostatni dobijali do drzwi kadry jeszcze przed mundialem. Innymi słowy gramy głównie zawodnikami, których wcześniej testował Adam Nawałka. 
Czy to źle? Nie, ale jednak po zakończeniu pewnej ery w kadrze można było liczyć na nieco większy dopływ świeżej krwi i większą odwagę w eksperymentach. Bo możliwości Grosickiego, Błaszczykowskiego i Krychowiaka wszyscy dobrze znamy. Być może przeszkodził w tym konflikt interesów z naszą młodzieżówką, która walczyła o awans do EURO U-21. Problem w tym, że juniorzy będą się szykować na młodzieżowy turniej, a nam zaraz zaczynają się kwalifikacje do seniorskiego EURO. 

Niewykorzystane zgrupowania

Wydaje się, że z debiutantów na ten moment coś pozytywnego kadrze dać mogą Krzysztof Piątek, jeśli będzie dostawał szanse oraz Damian Kądzior, jeśli Brzęczek znajdzie na niego pomysł. Damian Szymański chyba na razie nie okaże się drugim Krzysztofem Mączyńskim, a Rafał Pietrzak i Arkadiusz Reca – pierwszy nawet nie błyszczy w lidze, a drugi w ogóle nie gra w swoim klubie. Na kadrę pojechali też m.in. Adam Dźwigała, Adam Buksa czy Hubert Matynia, ale nie pojawili się na murawie choćby na minutę. Po co więc ich powoływać? Czemu nie dostali czasu w meczach towarzyskich? To tyczy się zwłaszcza Matyni. Skoro lewa obrona jest dla nas tak newralgiczną pozycją, a Arkadiusz Reca na razie przepadł w Atalancie, to nie wpuszczenie młodego zawodnika Pogoni Szczecin choćby na pół godziny, jest po prostu niezrozumiałe.  

Martwią też próby z  ustawieniem. Błaszczykowski na lewej flance, powrót do gry z jednym napastnikiem czy opieranie gry obronnej na Janie Bednarku, który nie gra w klubie i raczej nie zanosi się na to, by do lata coś się zmieniło. Prawem selekcjonera jest testowanie różnych wariantów, ale obiektywnie patrząc, rzeźbienie w środku pola z trójką: Klich, Krychowiak i Zieliński nie przyniosło najlepszego rezultatu. Fakt, kadra na powrocie zawodnika Leeds United ewidentnie korzysta. Niestety,  pomocnik SSC Napoli znowu wydaje się zagubiony niczym dziecko we mgle i ponownie nie gra na miarę swoich możliwości. 

Obrona pełna tajemnic

To, co najbardziej dziwi po sześciu meczach pod wodzą Brzęczka, to pasywność i bierność (a może gra o wynik i o posadę?) w dokonywaniu zmian. Zaledwie trzy zmiany dokonane w towarzyskim starciu z Czechami czy kuriozum w postaci zmiany Klicha na Góralskiego w meczu z Portugalią (przy remisie i przewadze jednego gracza) i dalsze granie z jednym napastnikiem – to nie ma sensu, nawet jeśli gra się na wynik (czyt. żeby nie przegrać). Chwilami sprawia to wrażenie gry bez pomysłu i boiskowej agresji. A kiedy się nie układa, to gramy to, co wcześniej wychodziło – czyli skrzydłami, panowie.   

Bolączką jest nasza obrona. Wciąż nie wiemy, kto powinien partnerować Kamilowi Glikowi na środku obrony. Początkowo skreślony Thiago Cionek (bo słabo rozgrywa) przy dłuższej absencji Michała Pazdana i niegrającym Janie Bednarku, może się okazać pierwszym wyborem selekcjonera. I to byłby prawdziwy chichot losu. Z drugiej strony wciąż pozostaje problem lewej obrony. 

Jerzy Brzęczek zaprosił na zgrupowanie kontuzjowanego Artura Jędrzejczyka (nie gra i wiadomo od dawna, że jeszcze trochę będzie pauzował, więc po co?), nie powołał Macieja Rybusa (rzekoma kontuzja), a ten mimo wszystko grał w Lokomotiwie Moskwa i dlatego na lewej flance gra Bereszyński, który ewidentnie się tam męczy. I paradoksalnie, dzięki temu na prawej w końcu gra Tomasz Kędziora. I to on może się okazać cichym zwycięzcą ostatnich spotkań, bo jeśli Rybusa dalej nie będzie w kadrze, popularny Bereś dalej będzie grać na lewej stronie. A jak na razie obrońca Dynama Kijów grał poprawnie, więc może warto dać mu szansę.  


Teraz nadchodzi zimowa przerwa. Remis z Portugalią z pewnością „kupił” Jerzemu Brzęczkowi trochę czasu, choć wydaje się, że szybko stanie się on jego niewolnikiem, tak samo jak było z inauguracją Ligi Narodów – optymistycznie przyjętym remisem z Włochami. Tyle że wtedy zamiast, prowadząc, spróbować dobić rywala, oddaliśmy inicjatywę. Tak naprawdę w każdym ze spotkań graliśmy dość nieudolnie. I choć remis z Portugalią wlał trochę nadziei w nasze serca, to wciąż jesteśmy na początku albo budowania drużyny (a nuż Brzęczek wymyśli jakiegoś nowego piłkarza) albo składania jej z piłkarzy „po Nawałce”. Tak czy inaczej – sześć spotkań nie przyniosło odpowiedzi na większość pytań, jakie mieliśmy. Wręcz przeciwnie, znaków zapytania jest jeszcze więcej. A eliminacje, nawet jeśli z grupą marzeń, zaczną się dosłownie za moment...

ADAM FLAMMA

Ekstra

Ekstra

Nasi autorzy