Oni mogą wrócić do kadry w marcu. 11 „zakurzonych” reprezentantów Polski

2024-03-04 19:07:04; Aktualizacja: 3 miesiące temu
Oni mogą wrócić do kadry w marcu. 11 „zakurzonych” reprezentantów Polski Fot. VfL Wolfsburg
Antoni Obrębski
Antoni Obrębski Źródło: Transfery.info

Przedstawiamy zawodników, których Michał Probierz może powołać na marcowe zgrupowanie reprezentacji, a których w kadrze nie widzieliśmy od listopada albo dłużej.

Powołania do reprezentacji Polski zawsze wywołują poruszenie i szeroko zakrojoną dyskusję. Nie inaczej będzie zapewne w marcu. Od ostatniego zgrupowania minęło trochę czasu, niektórzy zawodnicy poprawili swoją formę lub w ogóle zaczęli grać. Z pewnością nie umknie to selekcjonerowi Michałowi Probierzowi, który może namieszać przy powołaniach na baraże.

Kamil Grabara zadebiutował w reprezentacji w czerwcu 2022 roku w meczu Ligi Narodów. Nie było to dla niego udane spotkanie, jednak w klubie prezentuje dobrą dyspozycję, na tyle dobrą, że po zakończeniu aktualnego sezonu wyląduje w Wolfsburgu. Od wspomnianego meczu przeciwko Walii Grabara w reprezentacji nie zagrał. Zobaczymy, czy 25-latek znajdzie uznanie w oczach Michała Probierza.

Jeśli już znajdujemy się w temacie bramkarzy, nie mogło zabraknąć na tej liście Bartłomieja Drągowskiego. Różne insynuacje orbitowały wokół jego nazwiska, gdy w październiku na liście powołanych widzieliśmy go, a nie Marcina Bułkę. Później na zgrupowaniu się nie pojawił ze względu na uraz. Oburzenie wywołała też wypowiedź selekcjonera na temat hierarchii w bramce, według której Drągowski miał zapewnione trzecie miejsce odgórnie.

Faktycznie wątpliwości co do wyższości Drągowskiego nad Bułką trzeba mieć, bo wówczas 26-latek był bramkarzem jednej z gorszych drużyn Serie B, a Bułka - czołowym bramkarzem ligi francuskiej. Zapewne, jeśli zestawilibyśmy bramkarzy z najlepszych lig w Europie, drugi z Polaków też by się tam znalazł.

Dzisiaj jednak Drągowski jakieś argumenty sportowe ma, jednak nie na tyle mocne, żeby ewentualne powołanie kosztem Marcin Bułki nie obeszło się bez echa. Trzeba przy tym zauważyć, że były gracz Fiorentiny prezentuje w Panathinaikosie dobrą dyspozycję. Cztery czyste konta w dziewięciu meczach i wydatny udział przy wygraniu konkursu rzutów karnych w Pucharze Grecji są jakimiś argumentami. Oczywiście nie twierdzimy, że Drągowski znajdzie się na liście powołanych, ani że powinien, jednak widzimy na to szanse. 

Z bramki przenosimy się na lewą stronę obrony. Zaczniemy od Tymoteusza Puchacza, który wprawdzie otrzymał zaproszenie na zgrupowanie reprezentacji Polski w październiku, ale pechowo doznał wtedy kontuzji. Z jego absencji skorzystał Bartłomiej Wdowik, który w kadrze znalazł się awaryjnie, a w listopadzie sprawił, że Puchacz następnego powołania nie dostał.

Całe Kaiserslatuern, od kontuzji Puchacza, gra słabo. Co prawda trzeba to traktować tylko w formie ciekawostki, bo oczywiście zniknięcie Polaka na dwa mecze nie sprawiło, że drużyna straciła swoje atuty. Jednak nawet teraz 25-latek potrafi zaliczać asysty, których w tym roku ma dwie. Gra każde spotkanie od pierwszej minuty, a Bartłomiej Wdowik nie jest w swojej najlepszej formie. Być może czas na powrót? Wydawać by się mogło, że Puchacz to raczej w miarę regularnie grający w reprezentacji gracz, a jednak ostatni mecz w narodowych barwach dla bocznego obrońcy to 8 czerwca 2022 roku i wstydliwa porażka 1:6 z Belgią.

Drugi lewy obrońca, drugi grający w 2. Bundeslidze. Michał Karbownik, choć w kadrze mniej doświadczony od Puchacza, na mecz w biało-czerwonej koszulce czeka krócej. Ostatnim jak do tej pory występem 22-latka w reprezentacji jest zeszłoroczny mecz z Czechami, ten otwierający eliminacje. Fernando Santosowi tak nie spodobał się występ Karbownika, że były gracz Legii boisko opuścił w przerwie, a kolejnego powołania nie odebrał.

Teraz jednak wydaje się, że Karbownik nie byłby w kadrze tak złą opcją. To podstawowy lewy obrońca Herthy i nie gra w niej wcale źle. Oczywiście, do tej pory w barwach narodowych nie pokazał się z bardzo dobrej strony, ale cały czas nie można go skreślać.

Jeśli chodzi o środek obrony, to gdybyśmy zobaczyli na liście powołanych Michała Helika, nie moglibyśmy protestować. Choć, ponownie mamy doświadczenie z takim piłkarzem, w reprezentacji wielkich rzeczy nie dokonał, to możemy skreślać takiego piłkarza? W naszej aktualnej pozycji nie wydaje nam się to odpowiednie.

W końcu Helik prezentuje bardzo dobrą formę. Tak, był niedawno kontuzjowany, ale wrócił do gry w bardzo dobry sposób. Oczywiście strzelił bramkę, zresztą już dziewiątą w tym sezonie, co czyni go najlepszym strzelcem zespołu, ale nie z tego obrońcę mamy rozliczać. Z bardzo dobrymi ofensywnymi graczami Leeds United radził sobie dobrze, wygrywał pojedynki, notował dużo akcji defensywnych.

A ostatni raz 28-latek w gronie reprezentacji był za Czesława Michniewicza. Pojawił się na pierwszym zgrupowaniu, w meczu ze Szkocją, jednak nawet nie zasiadł na ławce rezerwowych, a w spotkaniu barażowym ze Szwecją z rzeczonej ławki się nie podniósł.

Pierwszy, a zarazem ostatni przedstawiciel Ekstraklasy na tej liście - Bartosz Salamon. Tak, Lech Poznań przegrał spotkanie z Rakowem Częstochowa w hańbiący sposób, ale nie można odpowiedzialności zrzucać tylko na barki Salamona. 32-latek od momentu powrotu na boiska po zawieszeniu za doping wygląda dobrze, zwłaszcza po okresie przygotowawczym.

I trzeba też powiedzieć, że w tej rundzie, do meczu z mistrzami Polski, od razu cała defensywa „Kolejorza” wyglądała dobrze. Jeśli oczywiście takie spotkania, jak te z drużyną Dawida Szwargi, powtórzą się jeszcze do rozesłania powołań, to trzeba będzie sobie postawić pytanie. Natomiast na ten moment Salamon powinien mieć szanse w oczach Michała Probierza.

Nie można także zapomnieć, co dał kapitan Lecha ostatnio, gdy był w kadrze. Narzekaliśmy na brak lidera w defensywie, a po meczu z Albanią wydawało się, że takiego mamy. Pewny w defensywie, elegancka gra, bardzo dobre długie podanie, spokój. Pech chciał, że w kwietniu przyszło zawieszenie. Czemu by nie dać Salamonowi kolejnej szansy?

Nie opuszczamy jeszcze środka defensywy. Paweł Dawidowicz gra, zresztą jak zawsze, gdy jest zdrowy, solidnie. U niego problemem zawsze było właśnie zdrowie, a raczej jego brak. Tylko że teraz 28-latek cały czas, z drobnymi wyjątkami, gra po 90 minut i od jakiegoś czasu kontuzje go nie prześladują. Może, tak samo, jak poprzednicy, nie pokazał wybitnego poziomu w kadrze, ale Dawidowicz nigdy nie był testowany na dłuższą metę, może nadarzy się do tego okazja? Może znajdzie nić porozumienia z drużyną? Okazuje się, że piłkarz w rozmowie z portalem Meczyki.pl powiedział, że znalazł się na szerokiej liście powołanych.

Sebastian Walukiewicz trochę wymyka się z kryteriów, które przyjęliśmy, bo wątpimy, aby pojawił się w reprezentacji już teraz. Jednak w końcu Polak odnalazł rytm meczowy, kiedy jest zdrowy, gra wszystko, do tego robi to dobrze. W marcu nie spodziewamy się go w drużynie narodowej, ale na przyszłość z pewnością może wnieść wiele do tej kadry. Chcieliśmy go po prostu docenić, a bardziej to, że zaczął grać regularnie na przyzwoitym poziomie.

Gdy w kwietniu 2022 roku Jakub Moder zerwał więzadła krzyżowe, spekulowano, że może zdąży wyzdrowieć do mundialu w Katarze. Jak się później okazało, nadzieje te były złudnie. Polak wrócił do gry w listopadzie zeszłego roku i praktycznie od zera musiał pracować na swoją pozycję w klubie. W końcu, gdy wrócił do zdrowia, zespół prowadził już inny szkoleniowiec niż w dniu odnoszenia kontuzji.

Na szczęście dla kibiców reprezentacji Polski, Roberto de Zerbi nie schował byłego gracza Lecha Poznań do szafy. Co prawda Moder nie wywalczył sobie takiej pozycji, jaką miał przed urazem, o to będzie piekielnie ciężko, ale swoje minuty 24-latek otrzymuje. Nie dostał jeszcze szansy gry od pierwszej minuty. Najwięcej czasu otrzymał w meczu z Sheffield United, w którym był na boisku przez całą drugą połowę.

Debiut w reprezentacji środkowy pomocnik Brightonu zaliczył 4 września 2020 roku przeciwko reprezentacji Holandii. Jego ostatni jak do tej pory mecz to finał baraży o udział w mistrzostwach świata w Katarze wygrany przez Polskę 2:0 ze Szwecją. Łącznie w kadrze uzbierał 20 spotkań.

Pozostajemy w środku pola, jednak z Wysp Brytyjskich przenosimy się na Półwysep Apeniński. Kolejnym graczem na naszej liście jest Karol Linetty. Chociaż wielu kibicom już brakuje cierpliwości wobec gracza Torino, bo jego dobre występy w drużynie narodowej można zapewne policzyć na palcach jednej ręki, to czy możemy tak skreślać zawodnika z takim doświadczeniem? Linetty przecież jest jeszcze w dobrym wieku, ma 29 lat, a na boiskach Serie A - ponad 200 spotkań.

Polak jest piłkarzem pierwszego składu w Torino, a nie zawsze tak było. Gra regularnie, zbiera dobre recenzje, czemu go skreślać? Oczywiście, na niego trzeba mieć plan, bo to, że wstawimy go ponownie do reprezentacji i będziemy oczekiwać od niego tego samego, przyniesie podobny wynik, co maszyna losująca. Zwróćmy też uwagę na to, że przed październikowymi meczami Linetty nie grał wiele, a w listopadzie nabawił się urazu.

Kontuzje też w ostatnich latach nie opuszczały byłego gracza Lecha. Teraz wydaje się jednak, że pozostaje opcją dla Michała Probierza. Oczywiście, nie będzie grał pierwszych skrzypiec, ale zawsze może się w jakiś sposób przydać, wykonać określone zadanie. Tylko trzeba mieć na niego plan. Ostatni mecz Linetty’ego w kadrze to wrześniowe starcie z Albanią.

Szymon Żurkowski do Empoli powrócił w iście królewskim stylu. W końcu w dwóch pierwszych meczach reprezentant Polski strzelił cztery bramki. Ogólnie cały zespół „Azzurich” prezentuje dobrą formę. W ostatnich siedmiu meczach zdobył 12 punktów, dzięki czemu opuścił strefę spadkową.

Żurkowski wprawdzie doznał urazu stawu skokowego, ale z jego względu opuścił tylko jedno spotkanie. Na ostatnim meczu zasiadł już na ławce rezerwowych. Wracając do reprezentacji, Żurkowski grał w niej dobrze wtedy, gdy grał w klubie. Pamiętamy jego fatalny mecz przeciwko Chile przed mundialem, który skreślił swój udział w Mistrzostwach Świata, jednak wówczas 26-latek był schowany w Fiorentinie głęboko do szafy. Wspomniany mecz towarzyski to ostatni dotychczas występ byłego piłkarza Górnika Zabrze w reprezentacji Polski.

Chyba wszystkim już się wydawało, że kariera Krzysztofa Piątka, jeśli będzie szła w jakimś kierunku, to w dół, co najwyżej Polak będzie się kurczowo trzymać aktualnego poziomu. Okazuje się jednak, że Polak w Başakşehirze radzi sobie bardzo dobrze. Choć na początku jego przygody w tym klubie można było liczyć mu spotkania bez bramki, to dzisiaj jest w czołówce strzelców ligi. Do pierwszego Edina Džeko Polak traci pięć goli, ale ostatnio Bośniak trochę spowolnił tempo.

Piątek ma 13 trafień i wydaje się, że odzyskuje swój największy atut, jakim była skuteczność. W pewnym momencie 28-latek go zatracił i wówczas nie powinien znajdować się w kadrze, dzisiaj jednak jego powołanie nikogo nie zdziwi, jak dziwiłoby kilka miesięcy temu. 27 meczów i 11 bramek, to dotychczasowy dorobek byłego piłkarza Cracovii w narodowych barwach. Ostatni jego epizod to wejście z ławki w fazie grupowej Mistrzostw Świata w Katarze w meczu z Argentyną.